Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki.  Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą politykę.

[Zamknij]

HEROES OF MIGHT AND MAGIC

18-05-2010

Aleksandra Waliszewska
HEROES OF MIGHT AND MAGIC
malarstwo
Kurator: Stach Szabłowski

Finisaż wystawy: sobota 22 maja, godz. 19.00
Galeria Laboratorium

Zagra Jacek Staniszewski

Obrazy Aleksandry Waliszewskiej to jedna wielka prowokacja do psychoanalitycznych odczytań. Pokusa psychologizowania tej twórczości jest równie silna, jak odruch sklasyfikowania jej jako przedsięwzięcia autoterapeutycznego. Obrazy stałyby się wówczas środkiem do egzorcyzmowania dręczących artystkę demonów, przepracowywania traum z dzieciństwa, wywlekania na światło dzienne najczarniejszych podświadomych treści. W takim autoterapeutycznym projekcie, pogrążona w „kazamatach fantazmatów” sztuka Aleksandry Waliszewskiej – z jej monstrualnością, groteską, okrucieństwem i perwersjami – znalazłaby łatwe usprawiedliwienie. Rzecz w tym jednak, że nic nie wskazuje, aby Waliszewska szukała dla swojej sztuki usprawiedliwienia. Pokusie zakładania psychoanalitycznych okularów do oglądania tych obrazów należy ulegać tylko z największą ostrożnością, a jeszcze lepiej nie ulegać w ogóle. Artystka nie leży na kozetce, tylko stoi przed sztalugami. Nic, z wyjątkiem nie popartych żadnymi konkretami domysłów, nie potwierdza tezy, jakoby Aleksandra Waliszewska mówiła o sobie. Jeszcze słabsze gwarancje stoją za przekonaniem, że mówi prawdę. Niewykluczone, że zamiast rozszczelniać tamy podświadomości i pozwalać jej ciemnym wodom zalewać powierzchnie obrazów, Waliszewska z premedytacją daje w te odmęty nura, i maluje podwodne pejzaże nieświadomości jak najbardziej świadomie. Być może potworów nie ma, dole i niedole dziewczynki z obrazów są zmyślone, a malarka manipuluje widzem, wciągając go w pułapki imaginacji.

Pewne jest tylko, że nie ma „ani dnia bez kreski”. Być może Waliszewska nie wypełnia społecznych i krytycznych obowiązków, jakie bierze na swoje barki współczesna sztuka, ale podejmuje obowiązek malowania, który do złudzenia przypomina systematyczną przyjemność. Codziennie, od lat, powstaje nowy obraz, gwasz na papierze w kameralnym formacie 25 na 35 centymetrów. Waliszewska maluje te prace odwrócona plecami do instytucjonalnego świata sztuki; obojętność ta jest zresztą wzajemna, bez wzajemnej obrazy. Na początku XXI wieku malarka uchodziła za młode uosobienie artystycznego tradycjonalizmu; zwracała się ku starym mistrzom, narzucała sobie rygorystyczną dyscyplinę formy, w olejnych, pracochłonnych obrazach podejmowała jeszcze raz wyzwania, z którymi mierzeli się kiedyś przed włoscy prymitywi i malarze Quintecenta. W powstających od kilku lat gwaszach Waliszewska rozluźniła dyscyplinę formy, pozwalając sobie na skoki po różnych, wysokich i niskich rejestrach kultury wizualnej. Niektóre z jej dziewczynek, blade i gotyckie, wyglądają jak żywcem wyjęte z obrazów Memlinga. Jej potwory bywają spokrewnione z monstrami Boscha, ale w ich żyłach płynie także domieszka krwi poczwar z okładek heavy metalowych płyt, komiksów i filmowych horrorów. Smutek i groza Andersena spotyka się tu nienasyconą, amoralną ciekawością markiza de Sade, a Henry Darger, którego artystka bardzo lubi, ze spontaniczną obscenicznością dziecięcych rysunków. W tych pracach jest coś z ilustracji do baśniowych tekstów, które nigdy nie zostały napisane, ale także z heroicznej, cyfrowej ikonografii komputerowych gier fantasy. Z jednej z nich zaczerpnięty został tytuł wystawy w CSW Zamek Ujazdowski: „Heroes of Might and Magic”. I znamienne, że właśnie ze środowiska twórców gier komputerowych, wyszedł tekst, który pośrednio może posłużyć za odpowiedź na pytanie o pożytek płynący z twórczości Aleksandry Waliszewskiej. Auriea Harvey i Michaël Samyn, twórcy studia Tale of Tales, mającego ambicje kreowania artystycznych gier wideo, opublikowali niedawno „Manifest sztuki czasu rzeczywistego”, w którym piszą „Nie rób sztuki nowoczesnej! Sztuka nowoczesna jest ironiczna, cyniczna, zajęta sama sobą, boi się piękna, boi się technologii, boi się znaczenia innego, niż najmodniejszy ostatnio dyskurs. (...) Nie bój się piękna. Nie bój się przyjemności (...). Ludzie tęsknią za pełnymi znaczenia doświadczeniami. Społeczeństwo cię potrzebuje.”
Stach Szabłowski

Aleksandra Waliszewska (ur.1976). Absolwentka PLSP i ASP w Warszawie. Ma na koncie ok. 20 wystaw indywidualnych. Parokrotnie otrzymała stypendium Ministra Kultury. Mieszka i pracuje w Warszawie.



powrót

koniec głównej treści